Największa inwestycja koncernu BASF w Chinach
#BASF #Niemcy #Chiny #inwestycja #Zhanjiang #Kamieth
Niemiecki koncern chemiczny BASF oficjalnie otworzył 26 marca 2026 r. nowy zintegrowany zakład w południowochińskim Zhanjiang. Jest to największa pojedyncza inwestycja w historii koncernu, a budowa kompleksu produkcyjnego o powierzchni 4 km2 kosztowała ok. 8,7 mld euro. Zatrudnienie znajdzie w nim ponad 2 tys. osób.
Otwarcie zakładu bardzo pozytywnie ocenił dyrektor generalny BASF Markus Kamieth, wskazując na kluczowe znaczenie chińskiego rynku dla koncernu. Jednocześnie podkreślił, że chciałby, aby również pracownicy historycznego centrum organizacji w Ludwigshafen „byli dumni z tego, co jako BASF jesteśmy w stanie stworzyć w Chinach”.
Kamieth zareagował w ten sposób na krytykę dotyczącą rozwijania przez BASF działalności w Chinach kosztem pracowników w Niemczech. Zakład w Ludwigshafen, w którym dla koncernu i jego dostawców pracuje 39 tys. osób, od kilku lat generuje znaczne straty i jest pod dużą presją transformacji. Wprowadzany przez BASF program oszczędnościowy, który ma obniżyć roczne koszty o 2,3 mld euro, spowodował w ubiegłym roku utratę 4,8 tys. miejsc pracy, z czego większość prawdopodobnie w Ludwigshafen. Zapowiedziano też sprzedaż 4,4 tys. mieszkań zakładowych, aby uzyskać więcej środków na transformację. Zarząd BASF uspokaja, że nie chodzi o relokację działalności koncernu do Chin, i utrzymuje, że zamykanie instalacji w Niemczech związane jest z koniecznością adaptacji do słabnącego popytu w Europie.
Dyrektor BASF podkreślił również atut nowego zakładu w kontekście silnie uderzającego w przemysł chemiczny kryzysu w Cieśninie Ormuz. Podczas gdy wielu konkurentów musi ograniczać pracę swoich zakładów, ponieważ są uzależnieni od dostaw nafty z rafinerii na Bliskim Wschodzie, w zakładzie BASF można będzie – dzięki specjalnej instalacji krakingu parowego – zmieniać proporcje i wykorzystywać więcej gazu butanowego.
Inwestycje BASF w Chinach to przykład rozbieżności między interesami niemieckich przedsiębiorstw a apelami władz o de-risking. Już teraz BASF zatrudnia w Chinach 12% całego swojego personelu i generuje tam 13% swojego globalnego przychodu, a w planach koncernu jest dalszy rozwój i lokalizacja działalności zgodnie z zasadą „w Chinach dla Chin”.
Na pytanie, czy w ogóle można inwestować w Chinach, Kamieth odpowiada, że choć Chiny są autokracją i państwem jednopartyjnym, to jednak koncern „nie staje tutaj przed koniecznością kompromitowania własnych wartości”. „Nie jesteśmy obecni w Wenezueli, Rosji ani Iranie. To ma swoje powody” – dodaje. (T. Morozowski)