Kanclerz Merz przedstawił plan umocnienia rangi Europy
#Merz #Davos #Trump #relacjetransatlantyckie #cła
W przemówieniu kanclerza Niemiec na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, 22 stycznia 2026 r., pojawiło się kilka ważnych wątków. Merz nie tylko nawiązał do kwestii napięć w relacjach między Europą a Stanami Zjednoczonymi, wywołanych sprawą Grenlandii czy groźbą podniesienia ceł na towary z niektórych państw europejskich, ale także odniósł się do innych aspektów polityki Donalda Trumpa, dalekich od obowiązujących dotąd w świecie Zachodu reguł działania na arenie międzynarodowej. Przede wszystkim jednak zarysował plan dla Europy.
Kanclerz Niemiec przyjął z zadowoleniem zapowiedzi Trumpa, że nie podniesie on ceł oraz nie użyje siły, aby przejąć Grenlandię, jednak odważył się być krytyczny wobec działań obecnego gospodarza Białego Domu. Mówił, że USA „radykalnie przekształcają” swoją politykę zagraniczną, wstrząsając fundamentami porządku międzynarodowego. Dowodził, że buduje się „nowy świat wielkich mocarstw oparty na sile”. Wspomniał, że świat, w którym liczy się tylko siła, „jest niebezpiecznym miejscem najpierw dla małych państw, potem dla mocarstw średnich, a ostatecznie dla wielkich”. Odwołał się w tym miejscu do nazistowskiej przeszłości swojego kraju, przypominając, że „Niemcy poszły tą drogą aż do gorzkiego końca”. Jak dodał, „wciągnęło to świat w czarną otchłań”.
Kanclerz Merz wezwał więc państwa europejskie do szybkiego działania. Odpowiadając na - jak to nazwał - „tektoniczne” zmiany sytuacji międzynarodowej, zaproponował 3-punktowy plan umocnienia pozycji Europy w nowym porządku oraz jej uniezależnienia się od USA. Wymienił więc zwiększenie wydatków na obronę, osiągnięcie większej konkurencyjności gospodarczej oraz pozostanie organizmem zjednoczonym.
Krytykując niedwuznacznie trend obecnej administracji amerykańskiej w polityce handlowej, Merz przekonywał, że działania Europy „muszą być przeciwieństwem państwowych, nieuczciwych praktyk handlowych, protekcjonizmu surowców, zakazu technologii i arbitralnych ceł”. Mówił, że „cła znów powinny zostać zastąpione przepisami, a te przepisy powinny być przestrzegane przez partnerów handlowych”.
Równocześnie kanclerz Niemiec, przechodząc z języka angielskiego na niemiecki, zwrócił się do Niemców oraz wszystkich Europejczyków, których zaufanie do USA - według ostatnich sondaży - spadło do bezprecedensowo niskiego poziomu. Zaapelował przy tej okazji o trwanie w sojuszu transatlantyckim. „Pomimo całej frustracji i złości ostatnich miesięcy nie skreślajmy zbyt szybko partnerstwa transatlantyckiego. My, Europejczycy, my, Niemcy, wiemy, jak cenne jest zaufanie, na którym opiera się NATO” - przekonywał Merz.
Analizując główne wątki wystąpienia kanclerza Merza w Davos, trudno nie odnieść wrażenia, że zdobył się on na ostrzejszy osąd działań obecnej administracji amerykańskiej, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę jego wcześniejsze, dość powściągliwe opinie na temat polityki Trumpa. Zwykło się mówić, że Merz - zdeklarowany zwolennik sojuszu transatlantyckiego - dąży do łagodzenia napięć z USA, podczas gdy np. prezydent Francji jawi się jako zwolennik zdecydowanych reakcji. Należy jednak założyć, że te krytyczne akcenty nie oznaczają zerwania przez kanclerza z taktyką „pozostawania w dialogu” ze stroną amerykańską. (J. Kiwerska)