Kontrowersyjna wypowiedź Wadephula na temat deportacji Syryjczyków
#Wadephul #Merz #Dobrindt #deportacje #uchodźcysyryjscy
Nie milknie w Niemczech dyskusja wywołana wypowiedzią Johanna Wadephula podczas jego ubiegłotygodniowej wizyty w Syrii. Szef niemieckiej dyplomacji, odwiedzając poważnie zniszczoną dzielnicę na przedmieściach Damaszku, podał w wątpliwość, czy – pomimo zakończenia trwającej wiele lat wojny domowej – możliwy jest powrót do ojczyzny uchodźców syryjskich przebywających w Niemczech.
„Takiego ogromnego zniszczenia dotychczas osobiście nie widziałem” – stwierdził na miejscu Wadephul. „Tutaj naprawdę trudno ludziom żyć godnie”. Ocenił, że część infrastruktury w Syrii jest nadal zdewastowana. Jak dodał, „to nie skłoni zbyt wielu, aby w najbliższym czasie wrócili do kraju”. Jego zdaniem Syryjczycy mają swobodę decydowania, jaką drogę wybiorą. „Każdy, kto zostanie u nas i zaangażuje się w życie naszego społeczeństwa, integrując się i pracując, jest mile widziany” – zapewnił Wadephul.
W ten sposób szef niemieckiej dyplomacji nawiązał pośrednio do planów deportacyjnych, jakie w odniesieniu do niektórych Syryjczyków ma federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt z CSU. Zamierza on jeszcze w tym roku – po zawarciu specjalnego porozumienia z władzami syryjskimi - przeprowadzić pierwsze deportacje, najpierw przestępców, a następnie osób bez prawa pobytu. Zdecydowano również, że dla uchodźców syryjskich nie będą możliwe tzw. podróże zapoznawcze. W takich przypadkach stracą oni status ochrony. Według danych z sierpnia br. w Niemczech przebywało ponad 950 tys. osób z Syrii, z czego 920 było zobowiązanych do opuszczenia Niemiec.
Słowa Wadephula odbiły się głośnym echem w jego macierzystej partii. Günter Krings, wiceprzewodniczący frakcji CDU w Bundestagu, nazwał tę wypowiedź „spontaniczną i ewidentnie wyrwaną z kontekstu”, dodając, że nie należy jej przypisywać znaczenia dla „nadchodzących i koniecznych deportacji do Syrii”. Jego zdaniem zniszczenie kraju nie może być argumentem przeciwko „dobrowolnemu i obowiązkowemu powrotowi”. „Bo kto ma odbudować zniszczony kraj, jeśli nie jego obywatele” - mówił. Padały głosy, że należy wręcz pracować nad strategią szybkiego powrotu Syryjczyków, bo „częściowo zniszczony kraj i gorsze warunki życia w Niemczech nie są powodem, aby nad tym nie pracować”.
W dyskusję włączył się z dość jednoznaczną wypowiedzią kanclerz Friedrich Merz. Być może chciał w ten sposób zakończyć spór wywołany słowami swojego ministra. „Wojna domowa w Syrii się skończyła dla tych, którzy stamtąd uciekli” – stwierdził Merz. W związku z tym „nie ma już żadnych powodów do ubiegania się o azyl w Niemczech”. Zdaniem kanclerza wielu Syryjczyków będzie chciało dobrowolnie wrócić do ojczyzny, aby pomóc w jej odbudowie. „Syria potrzebuje teraz wszystkich sił, zwłaszcza Syryjczyków, aby odbudować kraj” – mówił Merz. Następnie dodał, że „tych, którzy odmówią powrotu, możemy oczywiście deportować”.
Z wypowiedzi Merza wynikało też, że w najbliższym czasie zaprosi syryjskiego prezydenta Ahmeda al-Sahara do Niemiec, aby rozmawiać z nim o deportacjach. Równocześnie zadeklarował pomoc Niemiec w odbudowie zniszczonej wojną domową Syrii. (J. Kiwerska)