Pistorius „na zakupach” w Pentagonie
#Pistorius #Hegseth #Trump #Tomahawk #Typhon #Pentagon #Niemcy #USA
Wizyta szefa niemieckiego resortu obrony Borisa Pistoriusa w Pentagonie i jego spotkanie z sekretarzem obrony Pete’em Hegsethem 15 września 2026 r. budziły zainteresowanie z wielu powodów. Wobec generalnie nienajlepszej atmosfery w relacjach między administracją Donalda Trumpa a europejskimi sojusznikami, w tym Niemcami, i coraz większych wątpliwości co do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa każda taka wizyta polityka z Europy jest komentowana właśnie w kontekście dzisiejszej sytuacji w układzie transatlantyckim.
W przypadku Niemiec chodzi nie tylko o obecność tam kontyngentu amerykańskich żołnierzy, którego redukcję o 5 tys. osób Departament Obrony zapowiedział w maju br. (prezydent Trump ogłosił, że redukcja ta może sięgnąć nawet 10 tys. żołnierzy), ale też możliwość uzyskania od Amerykanów systemów obrony powietrznej z pociskami manewrującymi dalekiego zasięgu. Potrzeba zakupu tego typu uzbrojenia, stanowiącego element strategii odstraszania, związana jest z faktem wycofania się administracji Trumpa z porozumienia gwarantującego lokalizację na terytorium Niemiec amerykańskich pocisków o zasięgu obejmującym Rosję.
Dlatego Pistorius przybył do Waszyngtonu „z długą listą życzeń”, jak to określono w niemieckich mediach. Oprócz tematu przyszłości amerykańskiej obecności wojskowej w Europie na wspomnianej liście znalazły się właśnie wyrzutnie Typhon, pociski manewrujące Tomahawk czy współpraca przemysłów zbrojeniowych. Szczególnie ten ostatni punkt, czyli duże projekty, takie jak samoloty F-35, transportowe śmigłowce, samoloty rozpoznawcze dalekiego zasięgu czy komponenty do przyszłej fregaty, ma kluczowe znaczenie dla budowy potencjału i zdolności Bundeswehry. Niemcom zależy więc na rozwijaniu współpracy z USA. Zresztą jest to możliwość robienia interesów z korzyścią dla obu stron: dla USA oznacza zamówienia warte miliardy dolarów, a dla Niemiec – dostęp do nieosiągalnych dotąd zdolności.
Samo spotkanie Pistoriusa z Hegsethem, zaplanowane jedynie na 45 minut, zaowocowało podpisaniem „Statement of Intent”, czyli niezobowiązującego oświadczenia intencji dotyczącej bliższej współpracy w zakresie opracowywania i produkcji sprzętu wojskowego, zabezpieczenia łańcuchów dostaw, transferu technologii oraz współpracy badawczej – wszystko jednak bez konkretnych projektów, harmonogramów czy zobowiązań inwestycyjnych. Podobnie mało konkretne były ustalenia odnośnie do zakupu wyrzutni Typhon i pocisków Tomahawk, na które – jak wiadomo – Niemcy chcą przeznaczyć blisko 3,4 mld euro. Mimo że zgodę na zakup tego sprzętu kanclerz Friedrich Merz uzyskał od Trumpa podczas szczytu NATO w Ankarze, to konkretne ustalenia co do terminu dostaw i udziału niemieckiego przemysłu nie zapadły. Trudno nie upatrywać przyczyn tego stanu rzeczy w opróżnionych – w efekcie wojny z Iranem – arsenałach amerykańskich.
Szef niemieckiego resortu obrony usłyszał natomiast od Hegsetha pochwały za realizację żądań amerykańskich dotyczących zwiększenia nakładów na obronę. „Niemcy przyjęły w tym procesie czołową rolę” – mówił Hegseth. Z kolei Pistorius odniósł się do sytuacji bezpieczeństwa w Europie i wojny na Ukrainie, stwierdzając, że „Rosja w przewidywalnym czasie pozostanie największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa europejskiego”. Niemiecki minister nie usłyszał jednak, jakie są decyzje strony amerykańskiej w związku z utrzymaniem jej zaangażowania wojskowego w Europie. Wyniki tej wizyty skomentowano więc jako „raczej skromne”. (J. Kiwerska)